fbpx
Społeczne

#zostanwdomu, to zawsze kilka lajków więcej

Wybija dokładnie dziewiąty dzień kwarantanny. Nastał czas epidemii, o czym w poprzednim poście, ale też ogromnego hype’u na hashtag #zostanwdomu. O co z nim chodzi? Otóż o udowodnienie szaremu człowiekowi, że nie musi wychodzić na zewnątrz, żeby dobrze spędzić czas. Ale błagam, czy my naprawdę musimy wystukać hasło w Google “co robić w domu”, bo nie umiemy znaleźć sobie zajęcia? Serio?

Uważam, że to, co aktualnie się dzieje – czyli akcja, która sprowadza się do zatrzymania nas w mieszkaniach – jest dobrym krokiem. Dobrze, że wprowadzone jest home office likwidujące jakiekolwiek ryzyko zachorowania podczas nawet chwilowej jazdy tramwajem do pracy. Dobrze, że na zakupy chodzimy tylko wtedy, kiedy jest to niezbędne. I bardzo dobrze, że pozamykali sklepy i galerie, bo to największe skupisko chołoty. Tylko właśnie dokładnie o to chodzi – o większe zgromadzenia, które w jakiś sposób mogą nam zagrozić. Nikt nie wlepi Ci kary za naruszanie stanu epidemicznego, jeśli wyjdziesz do Biedronki pod blokiem bez kombinezonu ochronnego. Nic się nie stanie, jeśli wyjdziesz pobiegać do lasu, o ile nie urządzasz prywatnego maratonu ze wszystkimi znajomymi. Rzecz raczej w tym, żeby zrezygnować z imprez czy luźnych spotkań na kebaba – bo nagle z jednej zakażonej osoby mogą zrobić się trzy lub (tu wstaw ilość odpowiedzialnych imprezowiczów). 

Dla własnego zdrowia warto się przejść chociaż z psem, żeby nie dostać na łeb i trochę ten organizm jednak dotlenić.

Osobiście siedzę w domu. Wychodzę do sklepu, do lekarza, a jak już naprawdę mnie nosi, to idę pobiegać – i nie, nie uważam tego za zbrodnię. Nadal twierdzę, że media powodują wśród tłumu paranoję przez sposób, w jaki wszystko jest przekazywane – bo stres stresem, ale zachowajmy zdrowy rozsądek. Nie wychodź, jeśli nie musisz – ale jeżeli tego potrzebujesz, to idź na spacer gdzieś do lasu i nie bój się społecznego wykluczenia z tego powodu. To trochę jak z krótkimi spodenkami: dopóki są krótkie, ale na tyle długie, żeby zakryć pośladki, to nie ma w nich nic niesmacznego. Podobnie z legginsami, ale o tym szerzej przeczytacie u Konrada z MDCB

I, do jasnego Jana, jak ludzie to robią, że szukają w necie sposobów na spędzenie czasu w domu? Przepraszam bardzo, ale jak Wy żyliście przed kwarantanną? W domu ZAWSZE jest co robić. Nie będę wypisywać teraz 10 sposobów na przetrwanie podczas epidemii bez nudy, bo to poniżej mojej godności, ale błagam, ludzkość jest teraz na najwyższym poziomie rozwinięcia umysłowego, a nie potrafi znaleźć sobie zajęcia w domu. Dodam, że w domu z dostępem do Internetu, Netflixa, lodówki i innych takich. Nie traktuj go jak więzienie, bo sam będziesz czuł się jak więzień. Nadal nie masz co robić? To dam Ci numer do mojej mamy, Ona na pewno znajdzie Ci zajęcie – ale uwierz, że wolisz znaleźć je sam, bo inaczej te dwa tygodnie kwarantanny mogą Ci nie wystarczyć.

O dziwo tytuł ironiczny nie jest. Lajki są fajne, a hashtag #zostanwdomu podbija aktualnie Instagram. A na czym innym opiera się Instagram, jak nie na serduszkach? Pokaż, że w domu jest co robić i zgarnij sobie trochę fejmu. Pierwszy raz masz na to okazję, po prostu siedząc na dupie.

Jeden Komentarz

  • Dominik

    Zgadzam się z Tobą, chociaż ta cała akcja z hasztagiem, to fajny sposób, by jednak ta „chołota” nie wychodziła z domu i nie zarażała innych. Mają jakieś zajęcie, nawet jeśli to wymyślanie sposobów, by podbić Instagrama – to robią to z dala od innych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *