fbpx
Blog

Zniszczone zamki z piasku

– Mam dwadzieścia lat – zaczynam. – Mówią, że w tym wieku człowiek powinien zacząć odnajdywać swoje miejsce w świecie. Trzymam ich za słowo. Idę za głosem serca.
  
         Grudzień. Z nieba delikatnie prószy śnieg, a na Placu Wolności już dawno zjedzony został pierwszy gorący oscypek w tym sezonie. To już dziewiętnasta czekoladka z kalendarza. Lampki są wszędzie – na drzewach, jak delikatnie utkane świecące wianki, w drodze na rynek, sprawiając wrażenie wejścia do innego świata i przed każdą galerią, oplatając z wdziękiem gigantyczne choinki. Choć do końca roku czasu jest dużo, to refleksje zawsze pojawiają się w okresie świątecznym. W tym chyba jest cała ich magia.

            To nawet nie jest kwestia jednej czy dwóch chwil – to cały proces, który odbywa się dłuższy czas. Sypie się niebo, zapada się ziemia, generalnie wszystko staje w płomieniach i robi wielkie bum, ale ja sobie dalej dzielnie idę, bo show must go on i przemyślę to później. Jak na człowieka kochającego deadliny przystało.
 
            Przemyślałam dosadnie. Wniosek jest prosty: to, co spalone, spalonym chcę zostawić. Iść naprzód, zamiast bawić się w piaskownicy z prochów przeszłości. Nie budować z nich marnych zamków bez fundamentów, a stworzyć swój własny pałac odporny na zniszczenia.
 
            Miłość jest trudna.  Trudna jest przede wszystkim jej definicja, bo ile ludzi, tyle opinii. Szczęśliwa czy nie, jedno powinno być pewne – w miłości nie chodzi o mnie, a o tę drugą osobę. To dzieje się samo, bez żadnego wstępnego programowania systemu – jedyne, czego właściwie chcesz, to szczęścia tej, którą kochasz. Niezależnie od tego, co by to miało oznaczać, niezależnie od tego, jak postąpisz – czy będziesz obok, czy odejdziesz w cień – to jest coś, czego bezwzględnie życzysz i pragniesz. Choćbyś miał z tęsknoty umierać każdego dnia, ale miałbyś pewność, że to jedyny sposób, żeby JEJ było dobrze – zrobisz to. Bo tak działa miłość. Zaczyna się tam, gdzie kończy się egoizm, a zaczyna altruizm.
 
            W związku nie chodzi o bycie razem na przymus. O branie na litość, bo bez niej sobie nie poradzisz. To nie jest podpisywanie umowy, że „będziesz ze mną od teraz na zawsze”. To czysta chęć. W dobrym związku tę obietnicę czuć każdego dnia. Osaczanie kogoś na każdym kroku, nieustanne pisanie wiadomości i brak szacunku dla podjętej decyzji to nie jest miłość. Wmawianie sobie, że jesteście sobie pisani i bezwzględne niszczenie szczęścia, które ktoś zdążył sobie zbudować, to nie jest miłość. To jest pierdolenie. Słowa „kocham Cię” tracą na wartości, kiedy mówi się je z obsesji i paniki przed byciem samotnym, a nie z uczucia. Niektóre relacje po prostu nie mają prawa wychodzić poza granice przeszłości.
 
            Sypie się niebo, zapada się ziemia, a zamki z piasku zostały zniszczone. Kropka nad i już od dawna powinna być postawiona. Ale dawno temu tego nie rozumiałam i zakreśliłam ją delikatnie ołówkiem, żeby w razie czego móc zmienić kiedyś zdanie. Tak się nie stało. Dlatego tym razem piszę ją markerem, bo wiem, że na tym sprawa się kończy.
 
            Teraz wiem też, czym jest miłość. Jest każdą kłótnią i rozmową. Jest dobrym słowem i delikatnym spojrzeniem, radością na swój widok i tęsknotą po dobie od rozstania. Jest szacunkiem. Miłość to nie pole bitwy – to bezpieczny schron, który daje mi pewność i bezpieczeństwo. Ale za to w miłości jak na wojnie, muszą być ofiary. Nie da się uszczęśliwić całego świata. To golenie nóg zimą, bo miłość to poświęcenie. To notoryczne sprawdzanie telefonu, bo chłoniesz informacje o jego dniu jak gąbka. To błądzenie myślami i stuprocentowa pewność, że tego właśnie chcesz. I nawet jeśli dobraliście się jak dwie lewe i w dodatku różne skarpetki, bo oboje macie taki syf w pokojach, że nie da się znaleźć ich do pary, to chcecie w to iść razem. Bo na tym to właśnie polega. Najwyżej się pogubicie w swoim bałaganie, ale grunt, że później się wzajemnie odnajdujecie. Dobrze jest móc przestać szukać. Mieć tę pewność, której zawsze brakowało. Mimo każdej niepotrzebnej sprzeczki, fochów i terapii frytkowej, mimo szczerej chęci zabójstwa, mimo wszystko czuję, że moje serce wybrało na amen. Kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko. Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *