fbpx
Społeczne

Święta krowa

W dziwnych czasach przyszło nam żyć. Niby wolna Polska, a wybór jakiś taki mało wolny. Na początku wmawiają nam, że studia uczą fachu i bez nich ani rusz. I, weźmy na to, przeciętny Jan Kowalski w to wierzy. Do czasu aż sam nie wyruszy na rynek pracy w poszukiwaniu swojego miejsca w zawodzie. No bo mówią mu „Janek, sky is the limit, idź sięgaj gwiazd tak wysoko, jak potrafisz”. Ale żeby to sky chociaż dotknąć, pogłaskać, pomiziać po chmurce, trzeba jeszcze mieć za co.

Jan Kowalski – nazwisko wyrobione już ma, znany z każdego podręcznika do matematyki. Studiuje, załóżmy, filologię polską, bo już zmęczony jest kupowaniem 48 arbuzów i dzieleniem ich między dzieci. Przegląda wszystkie oferty i rozsyła CV wszędzie, gdzie się da. Ale oddzwania do niego jakieś marne 30% pracodawców, którzy są: a. wyzyskiwaczami, którzy obiecują tworzenie kampanii marketingowych (bo Janek trochę w tę stronę też próbuje), a okazuje się, że szukają do zespołu kolejnych domokrążców, co by pomogli zbierać na wymierające rysie lub b. szeroko pojęta gastronomia. KFC, Burger King, McDonald’s – to są miejsca, gdzie polonistę wezmą zawsze. Właściwie każdego wezmą, bo rąk do pomocy nigdy dość.
 
I generalnie Janek pakuje się na dłuższy czas do tego McDonald’s, ale na drugim roku studiów chce czegoś więcej od życia. Więc zawzięcie szuka dalej, ale historia zatacza koło. Gdzie jest pies pogrzebany, spytacie? Otóż spieszę z wyjaśnieniem. Na dzisiejszym rynku pracy od przeciętnego Kowalskiego, który lat ma 21, wymaga się ukończenia dwóch kierunków studiów, biegłego władania co najmniej trzema językami i dwunastoletniego doświadczenia zawodowego. Żeby jeszcze praca „na czarno” się liczyła, to by Janek opowiedział o pracy na wsi przy wykopkach czy zbieraniu ogórków. Ale nie. Znaczenie ma konkretny zawód. Czyli jeśli uderza do redakcji, musi być otrzaskany z nią od A do Z i nie ma szans, jeśli wcześniej nie miał z nią do czynienia.
 
Impas, moi drodzy, oto jest impas. Żeby pracować, musisz mieć doświadczenie, ale nie jesteś w stanie go zdobyć, jeśli nie pracujesz. Czyli biednemu Kowalskiemu pozostaje degradacja do arbuzów. I jak tu się dziwić nauczycielowi, który haruje jak wół, że strajkuje, skoro przeciętna krowa dostaje od państwa więcej niż on.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *