fbpx
Społeczne

Pracować, studiować i nie zwariować NARAZ?!

Praca to temat rzeka. Jedni mówią, że leży na ulicy i wystarczy otworzyć oczy, a drudzy, że w tym kraju nie da się znaleźć pracy z wyższym wykształceniem. Tak wygląda myślenie zero-jedynkowe, ale nietrudno zauważyć, jak wiele absurdów pojawia się pomiędzy. Mój faworyt: “nie da się jednocześnie studiować dziennie i pracować”. I wiecie co? Jeśli myślicie tym torem, to od razu wpadniecie w wór nr 2, że pracy ni ma i zostaje tylko juesej, bo gdzie z moim wykształceniem robić za 2k miesięcznie?!

Praca i studia? Tak się nie da!

Ostatnio usłyszałam po prostu absurd życia. Jeden z wielu w tej rozmowie, ale po kolei. Podobno nie da się skupić na nauce na studiach dziennych i jednocześnie pracować. W dodatku pracować tak, żeby opłacić sobie mieszkanie i móc jeszcze za to przeżyć miesiąc! I wiecie, co Wam powiem? Że to myślenie bardzo często się powiela, zazwyczaj przez najbardziej rozpieszczonych studencików, którzy mają wszystko opłacone przez bogatych starych, bo po co mają marnować cenny czas na pracę, skoro mogą przechlać kieszonkowe na mieście. To myślenie jest ucieczką od prawdy jedynej i uświęconej: jesteś po prostu do niczego. Jeśli się nie umie być flexible, to nawet juesej nie pomoże – bo trzeba mieć coś w głowie i w zanadrzu, żeby jakikolwiek pracodawca Cię chciał. Teraz jak coś powiem to Wam mózgi popękają: mój rekord bycia elastycznym i radzącym sobie w życiu człowiekiem to: studia dzienne, 2 płatne etaty i wolontariat w Fundacji – wszystko to naraz. NO NIEMOŻLIWE, DA SIĘ? Wystarczy chcieć. Gdyby mi zależało, to nawet na stypendium bym się załapała – no ale mi nie zależało, o czym prawdopodobnie już wiecie.

Nie mam doświadczenia, nigdzie mnie nie chcą

To się wiąże z punktem wyżej. Nie pracujesz = nie masz doświadczenia. Pracujesz = masz doświadczenie. Jestem licencjonowanym filologiem polskim, ale takie podstawy matematyki chyba nawet ja mogę wyłożyć. Jeśli przez całe studia wmawiasz sobie, że masz mnóstwo nauki i musisz się na niej skupić, to licz się z tym, że nigdzie Cię nie wezmą. Bo tak działają studia: KAŻDY ma mnóstwo nauki i KAŻDY chce te studia zdać. Nikt nie idzie na nie z przyjemności, tylko z wizją otrzymania wykształcenia, które ma otworzyć KOLEJNE drzwi do sukcesu, a nie pomóc stawiać PIERWSZE kroki na rynku pracy. No ludzie, przecież to naprawdę nie jest trudne. Zwłaszcza że doświadczenie można zbierać także POZA pracą: internet jest takim fajnym miejscem, które nie kończy się wyłącznie na Instagramie z kolorowymi obrazkami, tam też można zrobić kursy, kupić szkolenia, POSZUKAĆ czegoś, co się przyda później w CV. No ale jeśli wpiszę sobie, że „mam wykształcenie wyższe i jestem super” zamiast dać na to namacalny dowód, to wynik rekrutacji będzie z góry znany.

Facetowi łatwiej znaleźć pracę

To jest w ogóle hit. Bo facet jest facetem, ma jaja i dlatego jest mu łatwiej znaleźć pracę. I to nie są słowa faceta, żeby było absurdalniej. Tutaj też padł przykład mnie: że latałam po pracach i dopiero przypadkiem znalazłam jakąś fajną. No więc od początku: nie jestem facetem. Jestem dziewczyną, która pracowała w wielu miejscach – i już tutaj widać pewną zależność. Ja coś robiłam. Nie tylko w wakacje, nie po studiach: przez całe studia byłam w różnych firmach i każda z nich jest moim doświadczeniem. Moja obecna praca nie leżała na ulicy, nie podniosłam jej przypadkiem. Robiłam coś ze swoim życiem też poza pracą i studiami, i tadam! Jestem na naprawdę dobrym miejscu w życiu. A wracając do tej cudnej nierówności płci: ten wniosek odnosił się do faceta, a konkretniej mojego faceta. Jest analitykiem danych, a argument brzmiał: “On ma pracę techniczną, jemu jest łatwiej”. A bo ja mam, k**wa, pracę humanistyczną i charytatywną. Ja to sobie dla jaj pracuję. Jak starym umysłowo trzeba być, żeby mówić takie pierdoły? To, że kobiecie trudniej znaleźć pracę, przestało być modne już naprawdę dawno temu. Średniowiecze chyba niektórym za mocno uderzyło do głowy.

Są sytuacje, w których ludziom jest ciężko znaleźć pracę. I ja to rozumiem, dopóki coś się w tym kierunku robi zamiast siedzieć i płakać, “jaka ja jestem smutna i biedna”. Takie rzeczy się zdarzają, ale przykro mi, nie w Poznaniu. To miasto z najniższym (!) odsetkiem bezrobocia w całej Polsce, więc proszę mi nie mówić, że tu nie ma pracy. Bo praca jest, tylko nie ma do niej chęci. Wystarczy coś w życiu umieć, dobrze poszukać i odciąć się od pępusia mamusi na studiach, bo później obudzicie się z ręką w nocniku.

PS Gorące pozdrowienia dla wszystkich, którzy myślą w ten sposób. Życzę Wam spotkania człowieka, który wybije Wam te bzdury z głowy.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *