fbpx
Blog

Płyń z prądem, nie pod prąd

Zastanawiam się, jak to jest, że zawsze definiują nas te złe rzeczy, które zrobiliśmy kiedyś, zamiast tych dobrych, które robimy teraz. Czy naprawdę musimy ciągle wracać do tego co było, kompletnie niszcząc tym samym teraźniejszość? Utopić każdy pozytyw na dnie morza, najlepiej z przywiązaną cegłą, żeby przypadkiem nie wypłynął kiedyś na powierzchnię? Nie pytam po to, żeby zaraz odpowiedzieć – bo tym razem nie znam odpowiedzi.
Ludzka psychika chyba nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Czasem myślę, że może to jakaś pseudomentalność polska, że wolimy nienawidzić niż kochać, bo przecież hejt od zawsze zbliża nas bardziej niż miłość. O wiele łatwiej jest przestać mówić niż rozmawiać o czymś, co rzeczywiście sprawia ból. Niby to takie proste i oczywiste, jak to, że Penny z Big Bang Theory powinna być z Leonardem od początku serialu. A jednak nie umiemy albo po prostu nie chcemy rozmawiać – a to duży problem, bo w ten sposób tworzy się stabilny fundament dla wszelkich niedopowiedzeń. Gorsze może być chyba jedynie kłamstwo. O ile niedopowiedzenia można dopowiedzieć, o tyle zmyślonych na poczekaniu bredni, które mają za zadanie chronić tyłek, cofnąć ani odsłyszeć się nie da. Ani nawet wytłumaczyć głupim: „ej sorry, kot przebiegł mi po klawiaturze”. W żaden logiczny sposób też nie, bo to coś, co chyba nieodwołalnie potrafi zniszczyć nawet najlepsze relacje – związkowe czy nie, to nie ma znaczenia, bo kłamać możesz właściwie wszędzie.
 
Pytanie tylko, czy warto. Po pierwsze, kłamać, a po drugie – od pokrzywdzonej strony medalu – kłamstwo wybaczyć. Wypadałoby chyba pomyśleć jeszcze głębiej – czy jesteś w stanie dalej żyć i ponownie zaufać po kopnięciu poniżej pasa? Bo wybaczyć można wszystko. O wiele trudniej jest wybaczyć i nadal wystawiać się na kolejny strzał z wieczną nieświadomością, kiedy i czy w ogóle znów padnie.
 
Problem jest jednak taki, że właściwie każda relacja jest jak góra lodowa. Z jednej strony na szczycie możemy widzieć „naszą” prawdę. To, co Ty myślisz o tej relacji, to, jak uważasz, że jest – podczas gdy Twój Titanic rozbija się o wszystkie ukryte pod spodem kłamstwa. One niszczą fundament łodzi, sprawiają, że tonie, bo żadna nie jest niezatapialna. Nawet ta, która wydaje się najtrwalsza. Ale z drugiej – relacja wciela się w rolę Rose, która przetrwała. W tym momencie lodowiec odwraca się i jej czubek to niewypowiedziane pretensje, wyrzut z żalem w każdym spojrzeniu, brak wiary chowający się z tyłu głowy. Patrzysz i jedyne, co myślisz to: „nie dam rady”. Bo góra osiągnęła rozmiar krytyczny i dla żadnego zdrowego na umyśle człowieka nie będzie do przeskoczenia. Ale w tym wszystkim zawsze zapomina się o jednej rzeczy – o tym, co pod wodą. O tym wszystkim, do czego przywiązana została cegiełka. Wystarczy jeden głębszy oddech zatrzymany na chwilę, żeby zanurkować i przypomnieć sobie, dlaczego ta relacja jeszcze istnieje. I dlaczego warto spróbować tę górę ominąć.
 
Poszłabym nawet dalej i zamiast ją omijać, spróbowałabym roztopić. Tak raz na zawsze, żeby znów widzieć czysty ocean, płynąć po nim z prądem, niczym Vaiana, zamiast pod prąd, cofając się całe życie. Przeszłość najlepiej zostawić tam, gdzie jej miejsce: w przeszłości. Myślisz, że ta osoba, o którą tak walczysz sama ze sobą, okłamie Cię kolejny raz? Może i tak. Ale każdą rozmową ta szansa jest zmniejszana o minimalny procent. A im więcej ich będzie, tym większe prawdopodobieństwo, że dosięgniesz pełnej setki w zaufaniu i pewności. Wtedy już wszystko będzie dobrze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *