fbpx

Od zbyt słonej zupy gorszy jest tylko brudny talerz

jak się nie kłócić w związku

DATA PUBLIKACJI

O MNIE

Cześć, jestem Agata!
Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostaniesz ze mną i dołączysz do mojej codziennej przygody. Przed nami mnóstwo podróży, porad i innych ciekawostek, które na pewno pokochasz :)

Najnowsze wpisy

FANPAGE AGUSOPHY

Jestem w związku. To chyba jedyna stabilna rzecz, jaką jestem w stanie zaakceptować w swoim życiu. Dlaczego? Bo sama w sobie jestem po prostu niestabilna. Gdy robi się zbyt spokojnie i zbyt pewnie, zaczyna mnie mrowić i kusić, żeby jednak to wszystko rzucić. Lubię ryzyko i grę z życiem w niebezpieczne karty. Lubię czuć, że jestem panią i władcą, że tylko ja – nikt inny – mam wpływ na to, jak wszystko się dalej potoczy. Pewnie dlatego tak bardzo uwielbiam kłótnie, bo dają mi spełnienie w mojej niestabilnej rzeczywistości.

To zawsze zaczyna się niewinnie. Zazwyczaj od “kochanie, mam nadzieję, że nie jesteś głodna”, a potem przechodzi jak tornado do trzaskania kieliszkami o ściany. Włoski temperament okraszony polską nutą ojczystych kurew. Na szczęście w naszym związku lubimy jedzenie. Oboje gotujemy całkiem niczego sobie, ale prawda jest taka, że oboje też możemy wrzucić w siebie wszystko, co zostanie podsunięte pod nos i nie marudzić nawet jednym słowem. U nas nie ma kłótni o to, że zupa była za słona, kotlet zbyt przypalony, a frytki niedopieczone. To nie ma znaczenia – wszystko i tak będzie zjedzone.

kłótnie w związku

Lubimy jeść. Za to bardzo nie lubimy po tym jedzeniu sprzątać. Jeśli miałabym wskazać coś, co potrafi doprowadzić i mnie, i Łukasza do furii w jednym momencie (i nie będę to po prostu ja), byłoby to sprzątanie. Bo wiecie, za słona zupa nie jest absolutnie żadnym problemem – on się pojawia w momencie jej zjedzenia i brudnego talerza, który sam się nie umyje. Tu nie ma zmywarki, która stanie między nami i powie “przepraszam państwa bardzo, ja mogę pozmywać wszystkie naczynia”. Między nami może stanąć co najwyżej kot, który ucieka dalej niż widzi, kiedy w grę wchodzą licytacje, kto ostatnio wynosił śmieci, a kto wycierał kurze. BO NIGDY NIE JEST RÓWNO. Do mojego ulubionego rodzaju licytacji należą jednak te pt. “kto to zrobił?”. Bo kto tego NIE zrobił wieje nudą – większych emocji dostarcza szukanie tego, kto postanowił nie wyrzucić papierka po cukierku. Z tego można by ukręcić show telewizyjne, bo argumenty sypią się jak z rękawa i oczywiście nikt nie jest winny. My wszyscy wiemy, że to Wafel, ale jest kotem, więc nigdy się nie przyzna.

Choć lubimy jedzenie, to uwielbiamy się też o nie kłócić. Najbardziej kocham zaczepkę “dzisiaj promo w Uberze, jemy z miasta”, bo zawsze odpowiadam na nią “ale fajnie, co jemy?”, a odpowiedź jest jedna “TY WYBIERZ”. To samo z Netflixem. I z każdym codziennym obiadem w domu. To tematy, w których szału idzie dostać. Ilekroć człowiek nie wybierze, to potem znowu jest jego kolej – i tak się zatacza to szatańskie koło. Pół biedy, gdyby był to po prostu wybór, akcept i jedziemy z tematem. Chyba wszyscy wiemy, że to się mija z celem, którym z pewnością nie jest życie w zgodzie pod jednym dachem. Po wyborze musi być odrzucenie, najlepiej tak z pięć razy z rzędu, a żeby mieć zajęcie na piątkowy wieczór. A kiedy w końcu przychodzi co do czego i decyzja jest podjęta, konsumpcja zakończona lub film obejrzany, słychać jedno “no fajnie, ale następnym razem ja wybieram”. NO TRZYMAM ZA SŁOWO.

kłótnie w związku co robić

Ale nic nie przebije kłótni o rację. To mój ulubiony rodzaj spięć, który zawsze wygrywam – w końcu to ja zawsze tę rację mam. Te sceny nie mają w sobie nic ze słodkich amerykańskich filmów, w których przekomarzanie się jest słodkie i urocze. U nas wchodzenie w słowo jednemu lub drugiemu kończy się śmiercią. Mamy jakąś tam pulę żyć, jak w grze planszowej, ale nikt do końca nie zna jej zasad, więc jedziemy na czuja. I tak umieramy piąty, dziesiąty raz aż dochodzi do nieodwracalnego trzaśnięcia drzwiami i kilkudniowego focha. Czasami mija szybciej, zazwyczaj po kilku minutach, ale zaklęcie odczarowujące jest jedno: “przepraszam, kochanie, miałaś rację”. Zawsze działa.

Jak to mówią, na tym rejonie nie jest kolorowo. Lubimy się kłócić, ale chyba jeszcze bardziej lubimy się godzić. Jesteśmy jak dwa puzzle, które prędzej czy później trafią w jeden punkt obrazu, żeby być koło siebie i tworzyć spójną całość. Lepiej się kłócić o brudny talerz i czuć, że mimo to nie odda się tego za nic niż mieć byle jaki związek z desperacji przed byciem samotnym. Ale o tym, że już nie szukam, wiecie ze starego wpisu. Ja już znalazłam to, czego mi tak brakowało. I ani mi się śni z tego rezygnować, nawet jeśli będę zmuszona ten brudny talerz umyć.

WIĘCEJ
WPISÓW

zostaw
komentarz!