fbpx

O tym, jak zadbałam o włosy mądrzej

jak zadbać o włosy

DATA PUBLIKACJI

O MNIE

Cześć, jestem Agata!
Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostaniesz ze mną i dołączysz do mojej codziennej przygody. Przed nami mnóstwo podróży, porad i innych ciekawostek, które na pewno pokochasz :)

Najnowsze wpisy

FANPAGE AGUSOPHY

Wiem, że są osoby, które biorą pierwszego lepszego Kallosa z Hebe i używają go non stop. Wiem, że nie każdy czyta składy i nie każdy zwraca uwagę na to, co tak naprawdę kładzie na włosy. Ja to wszystko wiem. Ale zamykam uszy, kiedy o tym słyszę, bo chcę Wam powiedzieć, że naprawdę warto troszkę więcej poczytać, żeby już zawsze mieć good hair day i zdrowe włosie na lata.

Ja zaczęłam trochę od dupy strony, ale o tym już wiecie z posta o wcierkach i miksturkach na porost. Swoje spalone włosy chciałam doprowadzić do porządku, dlatego zaczęłam kopać i szperać. Wówczas brzydki żółty mop na głowie o wysokiej porowatości – dzisiaj tafla ze średnioporów minus.

Poniżej przygotowałam dla Was zestawienie kosmetyków, których używam na co dzień i które przyczyniły się do tej zmiany.

 

SZAMPONY i OCZYSZCZANIE

Nie trzeba być włosowym szamanem, żeby wiedzieć, że włosy trzeba myć. Pytanie tylko, czym myć, żeby je dobrze oczyścić i nie zniszczyć zbyt silnymi detergentami? Ja do codziennego mycia używam szamponów bez SLS – mam ich kilka, bo skóra głowy dość szybko przyzwyczaja się do jednego produktu, więc wolę stawiać na różnorodność.

Codzienne mycie delikatnym szamponem to podstawa, ale czasem potrzeba mocniejszego oczyszczenia. Przed ziołami, laminowaniem galaretką, kiedy czujecie, że „włosy są jakieś takie dziwne”. Wtedy idealnie sprawdza się chelatowanie. Jako że w Poznaniu woda jest twardsza niż serca wykładowców podczas sesji, co 2 tygodnie chelatuję włosy, żeby porządnie je oczyścić. Do tego używam rypacza, który akurat mam pod ręką – jednak do moich ulubionych należy na 300% Mint it up od Anwen. Ta mięta miała mnie w kieszeni od pierwszego użycia!

Po szamponie używam odżywki bez silikonów, ostatnio u mnie Hegron, bo postanowiłam ją w końcu zużyć + kwasek cytrynowy w ilości jednej łyżeczki (zamówiony gdzieś w necie, dopiero później dotarło do mnie, że dostanę go w każdej biedrze 🤦‍♀️) + zawartość jednej tabletki z witaminą C.

 

ODŻYWKI

U mnie królują raczej odżywki proteinowe i emolientowe – zazwyczaj najlepiej sprawdzają mi się nałożone na jakiś czas i spłukane. Z Emolientowym Irysem od Anwen miałam trochę love-hate relationship – strasznie obciążał mi włosy przy standardowym nałożeniu, za to jako b/s sprawdza się niesamowicie. Często zamiast odżywek sięgam po Kallosa keratynowego i tuninguję go dodatkową porcją keratyny hydrolizowanej – w metodzie OMO jako pierwsze O jest dla mnie niezawodnym przepisem na good hair day.

 

PÓŁPRODUKTY

O keratynie hydrolizowanej już wspomniałam, poza tym namiętnie używam kilku innych półproduktów. Jak zauważyliście, raczej nie używam odżywek humektantowych – dostarczam nawilżenia za pomocą innych produktów. Największą miłością, jeśli chodzi o maski, odżywki czy ogólne wspomagacze, darzę:

żel aloesowy od Skin79, humektant, świetnie mi się sprawdza jako baza do olejowania włosów
miód, który rozjaśnia, kondycjonuje i nawilża; jest humektantem, który stosuję w formie mgiełki przed olejowaniem (trochę wody, trochę miodu, wstrząsnąć, spryskać)
galaretka, która przede wszystkim doproteinowuje włosy
śnieżka – 2 łyżki maski, łyżka śnieżki i macie gwarancję sypkości i blasku

 

OLEJOWANIE

To był mój must have na początku, olejowałam włosy praktycznie co mycie – teraz zeszłam już do jednego razu na tydzień. Moim hitem jest przede wszystkim Sesa – absolutnie żaden olej nie wydobywa u mnie takiego blasku (stosuję go na skórę głowy i okolice). Zawiera przede wszystkim olej kokosowy, który – co do zasady – świetnie sprawdza się na włosach niskoporowatych. Na długość natomiast OnlyBio dla niskoporów to sztos nad sztosy – zawiera przede wszystkim masło shea, któremu zawdzięczam efekt wow.

 

ZABEZPIECZANIE KOŃCÓWEK

Jeśli fryzjer mówi Ci, że silikony to zło i w ogóle nie powinnaś ich używać, to zmień fryzjera. Silikony mogą uratować włosy, zwłaszcza na początku – tworzą ochronną barierę, dzięki której końcówki są mniej narażone na zniszczenie i rozdwojenie

U mnie hitem absolutnym jest olejek z OnlyBio – pachnie niesamowicie, a do tego nie obciąża włosów, składowo pasuje mi idealnie. Używam zamiennie z Happy Ends od Anwen – to serum jest ratunkiem przy odstających na długości włoskach, a w połączeniu z Irysem jako b/s daje genialne rezultaty

 

ZIOŁA

Jak już wiecie, zdarzyło mi się kłaść zioła na włosy – generalnie jeśli chcecie je pogrubić, nie ma lepszego sposobu. Są takie, które zmienią Wam kolor, a są takie, które zostawiają jedynie inny odcień (cieplejszy lub chłodniejszy, w zależności od tego, które zioła wybierzecie).

Nakładałam hennę Khadi, na zmianę ciemny blond z jasnym brązem, żeby zrównać rozjaśniany dół z naturalną górą – wychodziło różnie. Henna szła TYLKO na jasne końce, bo nadal mam stracha przed indygo, które raz nałożone, pozostaje na włosach na zawsze, a próby rozjaśniania kończą się glonem. Są sposoby, żeby indygo wypłukać – ale wiecie, wolę się zabezpieczać i nie kombinować.

Inną sprawą jest senes: sprawdzi się osobom, które nie chcą zmieniać koloru włosów – delikatnie ociepla kolor, dlatego raczej nie robiłabym konkretnie tych ziół na jasnych, platynowych blondach.

Ostatnie zioło z mojej kolekcji, czyli kozieradka, jest fajnym dodatkiem do pozostałych ziół – zagęszcza konsystencję, dzięki czemu nic nie powinno Wam spływać z głowy. Szkoda, że poznałam ten sposób dopiero po tym, jak uwaliłam na zielono białą bluzę.

 

SZCZOTKI

To kwestia, o której najczęściej zapominamy. Dbamy o włosy, używając najlepszych kosmetyków, ale nie myślimy o tym, czym właściwie je czeszemy – a to zazwyczaj tutaj leży pies pogrzebany.

Tangle teezery powinniście wyrzucić do kosza lub wykorzystać do czesania psa, bo używając ich dalej, musicie liczyć się z powyrywanymi i połamanymi na długości włosami. Ja używam aktualnie paddle brush z Rossmanna, który kosztuje zawrotne 10 zł w promocji – dla mnie idealny na co dzień, delikatnie rozczesuje, nie szarpie i nie wyrywa włosów. Do wczesywania odżywek i oleju używam fioletowej Olivii Garden – jest spoko też do przetłuszczonych włosów. Taki podział na szczotkę do włosów czystych i „brudnych” pozwala mi na rzadsze ich mycie – szczotkowe SPA to moja najmniej ulubiona część włosingu.

Mam jeszczę trzecią szczotkę, Olivia Garden Fingerbrush. Kształtem przypomina tę fioletową, jednak dodatkowo ma jeszcze włosie dzika – kupiłam kiedyś z polecenia Klaudii z Moja dziewczyna czyta blogi i wiem, że jej świetnie się sprawdziła. Jednak trzeba uważać, bo nie każdemu przypasuje – włosie dzika sunie po włosach w specyficzny sposób, przez co może powodować łamanie na długości. Mimo to korzystam z Olivii Garden, kiedy suszę włosy – wówczas okrągła szczotka robi robotę, prostując jednocześnie włosy.

 

GUMKI DO WŁOSÓW

Tuż obok szczotek, to jedna z kwestii wpływających na mechaniczne zniszczenia włosów. Ja używam zwykłych scrunchie z Rossmanna, od czasu do czasu spinam włosy żabkami na czubku głowy. Przy bardzo wrażliwych włosach pewnie pomyślałabym o jedwabnej scrunchie, ale póki co starczają mi zwykłe.

 

Pewnie pamiętacie, że namiętnie używam tabelek do spisywania wszystkich moich włosingów – dzięki temu wiem, co mi się sprawdza lepiej, a co gorzej. Polecam ten sposób zwłaszcza na początku w połączeniu ze zdjęciami – obserwacja to w tym przypadku klucz do sukcesu 🙂

WIĘCEJ
WPISÓW

zostaw
komentarz!