fbpx
Osobiste

Nigdy nie studiujcie filologii polskiej

Mówił wam już ktoś o tym, żeby studiować coś, co lubicie, a nie coś, na co jest lub za parę lat będzie popyt na rynku pracy? Że jak lubisz czytać i całkiem nieźle piszesz, to fajnie sobie rozwiniesz warsztat na filologii polskiej? To weźcie od razu temu komuś powiedzcie, żeby poszedł niszczyć życie komuś innemu – bo gwarantuję, że po tym kierunku: a. nigdy więcej nie spojrzycie na żadną książkę; b. z pewnością nie nauczycie się pisać; c. stracicie 3 lata życia przez własną głupotę.

No chyba, że marzycie o tym, żeby zostać profesorem i męczyć studentów. Albo lepiej: będzie wam przyświecać idea, że po polonistyce wkręcicie się w dziennikarstwo. Ale w życiu coś pójdzie nie tak, bo zazwyczaj tak się zdarza – to jak już zaczęliście zabawę w historię literatury i inne gówna, szkoda by było to stracić, co nie? Trzeba machnąć ten doktorat, licząc później na jakieś pochwały, ale przy okazji prowadzić sobie zajęcia z pseudodziennikarstwa, co by podnieść się na duchu. Jeszcze mało? To ja proponuję wziąć grupę studentów na seminarium. Właśnie takich, którzy gdzieś tam mieli ambicje, żeby w dziennikarstwo się pobawić. Tacy będą najlepsi, bo to w nich będziecie dostrzegać jakieś zagrożenie, świeższe podejście i nawet jak już im się odwidziało, to jednak fajnie będzie pokazać im, że nie są tacy super, jak im się wydaje. 

A wiecie, kiedy będzie najlepsza zabawa? Jak zaczną oddawać prace licencjackie. Wtedy pojawia się ogromne pole do popisu – w końcu ja, niespełniona dziennikarka, mogę pokazać, że jestem w czymś lepsza. To im rzucę hejt po hejcie i posklejam wszystko ironią. Jest wolny weekend i wszyscy studenci powyjeżdżali? Co za świetna okazja! Trzeba ją wykorzystać i napisać któremuś z nich wieczorem, że praca jest beznadziejna i jutro będziemy rozmawiać. Nieważne, czy ktoś ma plany – ja chcę rozmawiać, to będę rozmawiać. Nawet jak nie ma zasięgu, nawet jak doprowadzam do nerwicy – to przecież najlepsze warunki na konsultacje. 

Wiecie, jak to jest, pisać licencjat cztery razy od nowa? Po tym wszystkim będziecie mieć taką schizę, że nawet w liście zakupów będziecie robić przypisy. Każdy jogurt, każdy ser, nawet każda szynka będą musiały mieć odnośnik, bo „przecież Pani tego sama nie wymyśliła!!! GDZIE JEST ŹRÓDŁO?!!!”. 

Jedyny powód, dla którego warto iść na te studia, to moment ich zakończenia. Żadne uczucie nie równa się ze świadomością, że macie to za sobą. Że te 3 lata największego błędu życiowego są pokutą, którą właśnie kończycie. Dopiero wtedy zrozumiecie, dlaczego wybór studiów ma znaczenie. Inne też mogłyby być strzałem w kolano, ale chociaż by czegoś nauczyły. A po filologii polskiej nie ma nic.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *