fbpx
Blog

Moja ulubiona sukienka

W moich czterech ścianach otulam się zimowym kocykiem, łapiąc w ręce gorącą jeszcze zieloną herbatę. To taki czas, w którym wszystko powoli się uspokaja. Szalone lato i urlopowe chwile można już spisać na straty, z nieskrywaną i całkowicie przecież szczerą tęsknotą witając szkołę i studia. To też dobry czas, żeby uporządkować swoją szafę wspomnień i marzeń, która co roku zmienia swoją zawartość. Choć niedługo przewróci się od nadmiaru ciuchów, to jednak jest w niej coś, co niezmiennie przykuwa moją uwagę – rozkloszowana sukienka.
Z rodzaju tych, które zachwycają wszystkim – krojem, materiałem, kolorem – ale których nigdy się nie założyło. Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia, choć niezupełnie do siebie pasujemy. Oczywiście, przymierzałam ją milion razy, ale za każdym wyglądam w niej jak bożonarodzeniowa bombka – i to raczej ze względu na mój kształt, a nie elegancki brokatowy materiał. Tak to już jest, że niektóre kroje po prostu nie leżą dobrze, ale pozostają tym wielkim nieosiągalnym marzeniem, które wisi w szafie na wyciągnięcie ręki, ale prędzej je oddasz komuś innemu niż ośmieszysz się, wychodząc w nim na miasto.

Kiedyś chciałam być dziennikarką. Taką, wiecie, jeżdżącą po świecie, poznającą nowych ludzi, piszącą o ich problemach, lękach, marzeniach. Ta wizja zdawała się wcale nie być nierealną. Pod kątem możliwości wciąż pozostaje jakieś sto miejsc nad byciem programistą czy kimkolwiek ściśle związanym z informatyką, w co pcha mnie ciągle moja mama, która tak samo jak ja prędzej odwróciłaby laptopa do góry nogami niż włączyła odpowiednie ustawienie w pliku PDF. Dokonuję rzetelnego rachunku sumienia i dociera do mnie, że dziennikarstwo jest taką moją rozkloszowaną sukienką. W dodatku za małą, kupioną jakieś 10 kg temu. Moja dezorganizacja, wieczny chaos i brak jakiejkolwiek systematyczności kompletnie mijają się z cechami dobrego dziennikarza. Lubię za to pisać i od czasu do czasu pogadać z ludźmi, jak akurat mam no-hater day. Dlatego ta sukienka może i ma dobry kolor, ale fason zdecydowanie nie mój.
 
Tak samo w ogóle cały ten Poznań. Miałyśmy przyjechać tu w trzy, wynająć mieszkanie i miało być fajnie. Finalnie przyjechałam tu sama, totalnie z przypadku i chociaż przez jakiś czas mi się podobało, to już zdążyło mi się znudzić. To, co miałam tu zobaczyć, dawno już zobaczyłam. Przeżyłam niezapomniane chwile, poznałam miłość życia, dzieląc z nią wspólne gniazdko, ale to nie jest moje miejsce docelowe. Ta kiecka, choć bardziej pasuje, to wydaje mi się już znoszona i zniszczona, dlatego wymaga wymiany na inny model.
Każdy z nas ma w swojej szafie taką rozkloszowaną sukienkę. Jedni to przyznają, inni nie – a ona i tak będzie wisieć i czekać na swój wielki moment, który nigdy nie nadejdzie. Może tak, a może w porę zostanie wymieniona na model idealny – jeśli tylko sentyment nie przeważy szali.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *