fbpx

Jestem za młoda na stabilność

praca na etacie jak rzucić

DATA PUBLIKACJI

O MNIE

Cześć, jestem Agata!
Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostaniesz ze mną i dołączysz do mojej codziennej przygody. Przed nami mnóstwo podróży, porad i innych ciekawostek, które na pewno pokochasz :)

Najnowsze wpisy

FANPAGE AGUSOPHY

Byłam Zastępcą Dyrektora Działu Reklam i rzuciłam pracę. Wiedziałam, że ten moment nadejdzie. Nie byłam tylko pewna kiedy. Choć lubię mieć zorganizowane życie, to nie uważam się za osobę, którą można zamknąć w schemacie. Jestem zbyt narwana, żeby przesiedzieć kolejnych dwadzieścia lat w jednym miejscu i zadowalać się dwoma tygodniami urlopu w ciągu roku. Dlatego poszłam za ciosem i rzuciłam pracę.

Oczekiwania są ok – to “bylejakość” jest desperacją

 

Wiedziałam, że mam wielkie marzenia. Zawsze chciałam zwiedzać świat, pisać i mieć na tyle swobody w życiu, żeby móc wyjść do lekarza w samo południe bez większych kombinacji. Tylko moja droga zawodowa troszkę za szybko sprowadziła mnie do parteru.

Dopóki miałam studia, tego właściwie nie było czuć. Coś się zawsze działo – tu zajęcia odwołane, tu sobie po prostu nie przyszłam, a tu poszłam i zmarnowałam dzień, ale przynajmniej nie było jednego utartego schematu. Obrona licencjatu wiązała się z pójściem do biura na cały etat.

I wszystko fajnie – pieniążki się zgadzały, sama praca też wpasowała mi się w upodobania, ale coś zaczęło mnie wiercić w bucie. Lekceważyłam to przez dobry rok, aż w końcu swędziało mnie wszystko i musiałam coś z tym zrobić.

O tym, że etaty powinny umrzeć

 

Zaczęło boleć mnie schematyczne więzienie etatu. Zwłaszcza zimą, gdzie wstawałam rano – było ciemno, szłam do pracy na osiem godzin – potem znowu ciemno. Spać, wstać, powtórzyć.

Dojazd zajmował sporo czasu, nie miałam go zatem zbyt wiele dla siebie. Mam duże plany i dużą skuteczność w ich realizacji, ale wszystko kosztem błogiego lenistwa na kanapie – żyję raczej w biegu.

Ta rutyna zaczęła zabijać we mnie resztki szczęścia, zwykłej radości i chęci do podejmowania czegoś nowego. Wszystko stało się nudne, przewidywalne, a ja zobojętniałam na każdy bodziec z zewnątrz do najwyższego możliwego stopnia.

jak rzucić pracę

Stawiam na rozwiązania, które przynoszą realne zmiany

 

W ciągu roku miałam dwadzieścia dni urlopu płatnego do wykorzystania. Odejmując jakieś różne zdarzenia losowe, imprezy rodzinne i inne, zostaje naprawdę niewiele. A ja marzyłam o tym, żeby móc kupić bilet w jedną stronę i przez miesiąc pozwiedzać, pobyć w innym miejscu, poznać nowych ludzi.

Aktualnie czasy nie sprzyjają, ale miałam w głowie ten plan – a etat trzymał mnie w mocnym ścisku, boleśnie uświadamiając, że nigdy nie będę miała takiej możliwości.

„Zawsze można wziąć bezpłatny urlop”. Można, ale raz, że wynagrodzenie dość dobitnie przekona do rezygnacji z tego pomysłu na zaś, a dwa, że to rozwiązanie krótkofalowe. Po co zmieniać coś na chwilę, żeby się ucieszyć z tego, że jest fajnie, jak zaraz trzeba będzie wyłączyć bajkę na dobranoc i wrócić do rzeczywistości?

Nie interesują mnie zmiany, które są tylko pozorne. Ja chcę mieć szczęśliwe życie, a nie kilka tygodni.

“Jesteś nieodpowiedzialna, wrócisz z podkulonym ogonem”

 

Wiem, jak wiele osób powie, że jest to nieodpowiedzialne, głupie i że oni by tak nie mogli. Okej, ale kto Wam każe? Mnie to naprawdę nie obchodzi, co kto robi ze swoim życiem – JA czuję się źle, więc JA podejmuję kroki, żeby to zmienić. Mam jasny plan na to, czego chcę – od jego osiągnięcia dzieli mnie jedynie wytrwałość i odpowiednie podejście.

Jeśli według kogoś jestem nieodpowiedzialna, to okej! Wolę być nieodpowiedzialna, ale szczęśliwa – żyć na własnych zasadach zamiast trzymać się na siłę tego, co według innych jest w porządku. Nie chcę na stare lata patrzeć w swoje odbicie z wyrzutem – ale jeśli ktoś inny tego chce, to jego sprawa.

Raz nawet napisałam wpis na blogu (staaaary jak świat, kiedyś Wam opowiem, czemu nie usuwam takich perełek, choć całkowicie różnią się od mojego obecnego contentu, a znajdziecie go pod tym linkiem), z którego cytat brzmi:

Stojąc w samym środku potężnej burzy, zrozumiałam, że chyba właśnie tego chcę. Tych przemokniętych do ostatniej nitki ciuchów, zalotnej gry błyskawic na niebie i ogłuszających grzmotów. To uderzenie pioruna sprawiło, że pierwszy raz od naprawdę dawna przestałam bać się burzy. Ja jej zapragnęłam całą sobą. Tylko że nagle przestało padać.

Myślałam wtedy, że o miłości to było. Że raz coś poczułam do kogoś i to tego mi ciągle brakowało. Teraz wiem, że nie. To była pierwsza wyrażona na głos myśl o życiu, którego mi trzeba. O piorunach, o burzy, o tym, żeby coś się działo. Tych kilka lat temu moja podświadomość już wiedziała, że jestem nieuchwytna – kwestią czasu było podjęcie kroków w tym kierunku.

chce rzucić pracę

Na wszystko jeszcze będzie czas

 

Biłam się z myślami długi czas. Choć miałam stabilne podłoże w postaci własnych klientów z copy, uzbieranych właściwie bez większego problemu, to i tak musiałam przetrawić tę zmianę na siedemnaście sposobów, zanim podjęłam jakąkolwiek decyzję.

Co więcej, pierwszy raz zrobiłam to sama. Przestałam szukać akceptacji i pytać innych, co o tym myślą – jedyną osobą, która wiedziała od początku, co się święci, był Łukasz. To szalenie ważne, żeby mieć obok kogoś, kto nawet jeśli gdzieś tam sobie ocenia, to wspiera całym sobą.

Uświadomił mi, że to, że aktualnie osiągnęłam wiele, wcale nie oznacza, że nie mogę osiągnąć więcej lub wdrapać się na ten szczyt jeszcze raz

Jestem młoda i to jest moją przewagą. Jeszcze znajdzie się czas na to, żeby się ustabilizować, żeby pracować na etacie, żeby czerpać z tego przyjemność, że po prostu ma się to ogromne bezpieczeństwo finansowe. Na to, żeby dać sobie spokój i po ludzku odpocząć. Na wszystko będzie czas.

Ale zdecydowanie wolę podjąć ryzyko i przejść tę krętą drogę na szczyt jeszcze raz, krok po kroku, niż przez całą resztę życia żałować, że nie miałam odwagi, żeby spróbować. Gonię za marzeniami – to fakt. Ale to ta pogoń, brak stabilności i ciągłe zmiany nadają mi jakichkolwiek barw w codzienności.

WIĘCEJ
WPISÓW

zostaw
komentarz!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *