fbpx
Społeczne

Jak zorganizować sobie życie, czyli tipy na 2021

Nigdy nie byłam królową organizacji. Odkąd pamiętam, panuje u mnie chaos i artystyczny nieład – w mieszkaniu, w życiu, w głowie. Wiele razy mówiłam sobie „ej, ogarnij się w końcu”, ale zawsze na mówieniu się kończyło. Jeśli 2020 czegoś mnie nauczył, to właśnie drobnej zmiany we własnej organizacji, która pozwoliła mi trochę się ogarnąć.

Największy problem miałam z wydatkami. A właściwie z ich ograniczeniem, bo same wydatki przychodziły, zanim w ogóle mrugnęłam okiem i trzeba było jakoś łączyć koniec z końcem już w połowie miesiąca. Moim zbawieniem okazało się umiłowanie do tabelek, którego nabyłam w pracy. Pewnego sierpniowego dnia, kiedy każdy normalny człowiek wyleguje się nad wodą na urlopie, naszła mnie inspiracja na stworzenie prostej, excelowej tabelki, w której zapisuję sobie KAŻDY (no, prawie) wydatek i wygląda to mniej więcej tak:

Z miesiąca na miesiąc przechodzą mi te wydatki, które są cykliczne – dzięki temu mam obraz, ile na pewno będzie wydane, a ile zostaje na rozpustę. Bycie zakupoholikiem zobowiązało mnie do zamykania oczu za każdym razem, kiedy robię przelew za kolejną parę butów i udawania, że nic się nie stało. Ta tabelka, zapisana w Chromie na każdym moim urządzeniu, to wiszące przypomnienie o tym, żeby każdy wydatek, planowany lub mniej, po prostu zapisać. Jest to tak oczywiste, że sama sobie pluję w brodę, że dopiero po tylu latach na to wpadłam. Już dawno mogłam być milionerką 🤷‍♀️

Inny mój problem polegał na systematyczności. Pamiętanie o wszystkim, co akurat chciałam zrobić, było zawodne. Zapisywanie tego w kalendarzu – chociaż lepsze, też było słabe, bo musiałam pamiętać, żeby jednak w ten kalendarz czasami spojrzeć. Kalendarz w telefonie? Bolała mnie w oczy minimalna ilość miejsca i bałagan, który się tam tworzył. Tutaj zbawieniem okazała się Asana. Fajne narzędzie organizacyjne, które poznałam w pracy, a którego przez długi czas nie umiałam docenić. Dopiero po jakimś czasie przeniosłam to do życia prywatnego i tadam, nagle robię wszystko zgodnie z planem.

Generalnie Asana polega na tym, że tworzymy sobie taski – mogą być jednorazowe, a mogą się powtarzać w określonych dniach bądź sytuacjach. Przykład: sprzątanie mieszkania. To mój task cotygodniowy, bo daleko mi do perfekcyjnej pani domu i muszę mieć przypomnienie (wstyd). W każdą sobotę pojawia mi się do odhaczenia to zadanie, a jak je zrealizuję, przeskakuje na kolejną sobotę. W ten sposób zapisuję sobie wszystko: zakupy razem z listami, treningi, włosowe wcierki i suplementy, które codziennie mam brać, a o których potrafię nieraz zapomnieć. Czy jest to skuteczne? Uwierzcie mi, nic bardziej nie irytuje niż wiszący, nieodhaczony task. Zrobicie wszystko, żeby do niego nie dopuścić.

Jako że Asana jest używana w zespołach osób, usprawniając przekazywanie tasków i komunikację w firmie, to genialne rozwiązanie, które można wprowadzić w domu. Przykład: chcesz iść na zakupy, ale musisz zostać dłużej w pracy. Twój facet nie, więc to on może zejść do biedry i kupić coś na obiad. Ale wyślij go bez listy, to będzie dzwonił co chwilę i tyle z produktywnego pracowania. Możesz spisać listę na zakupy w Asanie i przypisać taska do swojego faceta. Wtedy on od razu dostanie powiadomienie i masz spokojną głowę, że po Twoim powrocie zjecie normalny obiad zamiast mrożonych pierogów ruskich.

Trenujesz i nie widzisz efektów? A może potrzebujesz przejrzystszego miejsca na ich zapisywanie niż stary zeszyt po dawno zapomnianych studiach? Excel, again. Pięknie widać jak na dłoni każdy centymetr, każdy kilogram i każdy plan treningowy, który aktualnie realizujesz. Ja pierwszą współpracę z trenerką zaczęłam w sierpniu. Dostałam plan, który był spisany w Wordzie i przez to totalnie się rozjechał, wyglądając co najmniej nieczytelnie. Zrobiłam sobie specjalny arkusz w Excelu z treningami, z rozpisanymi posiłkami i makro, no i ze wszystkimi pomiarami. Polecam każdemu, kto siedzi w temacie.

Ostatnia ważna tabelka w moim życiu to Włosing. Ta grupa to moje odkrycie poprzedniego roku, dzięki któremu moje włosy dostały drugie, gęstsze i piękniejsze, życie. Każda rzecz, którą robię z włosami, jest zapisywana w tabelce – łącznie z pomiarem długości i gęstości. Dzięki temu pamiętam każdy good hair day i mogę go bez problemu odtworzyć, a przy okazji notuję sobie, jak wygląda mój miesięczny przyrost.

Tych kilka rzeczy usprawniło moje życie na tyle, że aktualnie zastanawiam się, jak mogłam bez nich funkcjonować. Nie zapisuję już nic na przyklejanych wszędzie kartkach, bo Internety okazały się o wiele lepszym rozwiązaniem. Wiem, że istnieją też różne inne aplikacje, np. do kontrolowania wydatków, więc warto rozeznać się w temacie, jeśli nie jest się tabelkowym freakiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *