fbpx
Uroda

Jak zapuścić włosy w 2 tygodnie?

Uwaga: włosomaniactwo to nieuleczalna choroba. Niby tylko raz nałożysz odżywkę na kilka godzin, potem będziesz biegać po domu przez pół dnia z olejem na głowie, a zanim się zorientujesz, Twoja półka zacznie się uginać od ciężaru kosmetyków do pielęgnacji włosów. Start na własne ryzyko.

U mnie zaczęło się od bloga o pielęgnacji rozjaśnianych włosów, którego znalazłam przypadkiem. I tutaj już przepadłam, bo na start zrobiłam listę kosmetyków, które MUSZĘ mieć. Nadal byłam zielona i robiłam wszystko po omacku, ale przypadkiem weszłam na grupę Włosing na fejsbukach. Grupa od początku kierowała do Agnieszki z Wwwłosy, dzięki której powoli zaczęłam się odnajdywać w gąszczu włosomaniactwa. W ten sposób wreszcie zapamiętałam, co jest czym w równowadze PEH – którą w praktyce powoli staram się ogarnąć.

Ale nie o tym tutaj. Dzisiaj chcę sprzedać przepis, dzięki któremu moje włosy rosną dosłownie jak na drożdżach

Pierwsze, co zrobiłam, to cięcie. Zamówiłam nożyczki i poszła w zapomnienie część najbardziej przerzedzonych włosów. To był chyba pierwszy raz w życiu, kiedy cięcie przyniosło mi ulgę, a nie rozpacz. Rozjaśniane włosy były w bardzo złym stanie. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na ich wysoką porowatość. Naturalna góra jest za to średnia w kierunku niskiej – no i właśnie to zdecydowało o tym, żeby powoli pozbywać się blondu.

Każdy dzień zaczynam i kończę wcierką. Zazwyczaj rano jest to Jantar – bo jest na wodzie i nie przesusza mi skóry. Alkoholowe, typu Banfi, stosowałam przez ten czas ok. co dwa dni – zazwyczaj idzie najpierw Banfi, później jakiś olej, trzymam to ok. 3h i do mycia. Wieczorami na skórę głowy lądowała jeszcze Babuszka Agafia z papryką – też co drugi dzień, na zmianę z Banfi.

Co jakiś czas robię peelingi skóry głowy – mieszam albo delikatny szampon z łyżeczką cukru, albo myję je moim najnowszym odkryciem od Anwen: szamponem peelingującym Mint it up. Miętowy zapach urzekł mnie od pierwszego otwarcia saszetki testowej, a pestki moreli zawarte wewnątrz pobudzają cebulki włosów do rośnięcia. Poza peelingami mechanicznymi robię też peelingi chemiczne, np. Cerkogel lub Wake it up od Anwen.

Zazwyczaj po olejowaniu na skalp kładę maskę Floresan Gorący okład albo Babuszkę Agafię drożdżową – naprzemiennie. Obie te formuły mają za zadanie wspomagać włosy w rośnięciu i ograniczyć ich wypadanie.

W ciągu dnia, na kolację albo na drugie śniadanie, kroję ok. 1/6 kostki zwykłych drożdży piekarskich i zalewam je wrzątkiem. Przez większość tych dwóch tygodni blendowałam je z bananem i jakoś to działało, ale podobno najlepsze efekty przynoszą pite solo. Niestety do tego smaku nie idzie się przyzwyczaić – jest równie obleśny każdego dnia ¯\_(ツ)_/¯ Do tego biorę ok. 10 g siemienia lnianego, które też zalewam wrzątkiem – kiedy już ostygną, piję lniany żel, gryząc pestki. Z mojego researchu wynika, że trzeba je albo gryźć, albo mielić – w innym przypadku wpłyną na jelita zamiast na włosy 😀

Do tego wszystkiego dołącza zbilansowana dieta – uważam na makro w ciągu dnia, dzięki czemu posiłki są w miarę zdrowe jak na studenckie życie. 

Efekt?

Włosy w 2 tygodnie urosły mi tak, jak zazwyczaj rosną w miesiąc lub półtora. Bejbiki, które kontrolowałam już nieco wcześniej, pokryły całe zakola, a na długości odstają we wszystkie strony. Nałogowe wcierkowanie połączone z masażem skóry głowy robią robotę – a połączenie tego z uzupełnieniem brakujących minerałów działa cuda. To dopiero początek mojej drogi, ale widząc takie efekty, nabieram przekonania, że jednak nie upadłam na głowę, stosując miliony kosmetyków.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *