fbpx
Osobiste

Jak spojrzeć w przyszłość?

Jest taki jeden dzień w roku, w którym podobno da się przewidzieć przyszłość. Zainteresowane osoby spotykają się i niczym na sabacie czarownic rozpoczynają obrządek. Kiedyś zapewne używano do tego krwi i upodabniało się do legendarnych wampirów (nie próbować w domu) – teraz natomiast zastąpiliśmy ten napój bogów winem. Bo wino jest dobre na każdą okazję. Nawet na jej brak.
Jak spojrzeć w przyszłość? W chłodną, jesienną noc, kiedy za oknem szaleje wichura, z 29 na 30 listopada (całe życie w kłamstwie – byłam przekonana, że o dzień później), wyjmujemy wszelkie potrzebne atrybuty w doborowym towarzystwie, które również zadaje sobie to samo pytanie. Cała żeńska ekipa pozbawia się jednego buta i zaczyna się kulawy wyścig, który z nich pierwszy dotrze do drzwi. Kiedy już został zakończony i zwycięstwo oblano kolejną porcją magicznego płynu, kłujemy niewinne serce z wypisanymi imionami mężczyzn szpilką, a to trafione ma być przypisane nam na resztę życia – to nic, że co roku wypada inne. Przelewając wosk przez dziurkę od klucza, dostrzegamy symbol, który zapewne może być interpretowany na 40283 sposobów, a który ma nam przepowiedzieć, co się wydarzy przez kolejne dwanaście miesięcy.
Swego czasu chyba każdy wierzył w te wróżby. Kiedy ja byłam takim pociesznym pulpetem, właściwie za każdym razem trafiałam w to, w co akurat chciałam. I to tyle ze szczęścia – bo w tym martwym punkcie zazwyczaj przepowiednie stawały, a Pan od Przeznaczenia robił gigantyczny facepalm.
W wieku dwunastu lat przestałam wierzyć w świętego Mikołaja. Jakiś czas temu przyszła też pora na andrzejkowe wróżby. Bo skąd taki Andrzej, do którego modli się cały sztab niezamężnych kobiet, ma wiedzieć, kto ile pieniędzy zarobi, kto zdobędzie sławę, a kto się zakocha? Mam wrażenie, jakby w pewnym momencie ktoś zaczął utożsamiać go z jakimś nowoczesnym Kupidynem, który ma wyjąć swój wielki łuk i strzały miłości, żeby zacząć strzelać. Czasami pewnie na oślep.
Ale jak spojrzeć w przyszłość? Skoro wróżby są opcją raczej na zabawę niż na ocenienie stanu faktycznego, Andrzej nie wyceluje nam w miłość życia, to co ja mam zrobić, żeby przewidzieć przyszłość? Myśleć. I robić jak najwięcej. I jeszcze więcej myśleć – głównie nad konsekwencjami. Czas leci przez palce – to mój główny problem, który poruszam od kilku postów. Dlatego kwintesencją jest wykorzystać ten czas jako inwestycję w przyszłość i zamiast ją zgadywać, zacząć budować własnymi siłami i wyborami.

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *