fbpx

Inwestycja w siebie? Znajdź trenera personalnego (tak, w pandemii też)

trener personalny w pandemii

DATA PUBLIKACJI

O MNIE

Cześć, jestem Agata!
Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostaniesz ze mną i dołączysz do mojej codziennej przygody. Przed nami mnóstwo podróży, porad i innych ciekawostek, które na pewno pokochasz :)

Najnowsze wpisy

FANPAGE AGUSOPHY

Ja wiem, jak to brzmi. Jak wywalanie kasy w błoto. Jak bezsensowny wydatek, no bo o ile w normalnych czasach jeszcze miało to jakiś sens, o tyle podczas pandemii żadnego. Tyle słyszę w ogólnym przekonaniu, ale ja zaufałam przeczuciu i pozwoliłam sobie na współpracę online. Czterokrotnie.

Rok temu zgodnie z założeniami noworocznymi, żeby od stycznia wziąć się za siebie, kupiłam karnet na siłkę – chwilę pokombinowałam sama i jakoś to szło! Ale w którymś momencie wszystko stanęło w miejscu. Wtedy podjęłam decyzję o współpracy z dietetykiem. Zaczęłam od Pana, którego znalazłam w internecie po wpisaniu jakiegoś hasła typu „dieta redukcyjna”. Pracując w reklamie, powinnam mieć świadomość, że to, co wisi na górze wyszukiwarki z dość ostentacyjnym napisem „REKLAMA”, wcale nie musi być zajebiste jakościowo. Pewnie gdzieś wewnątrz ją miałam, ale yolo, co się będę wysilać i szukać, jak mam współpracę pod nosem. Mądrze? No nie.

trener personalny po co

„Dietetyk” kompletnie nie brał pod uwagę możliwości jakichkolwiek treningów. Stawiał na samą dietę i to miało wystarczyć – broń Boże, żebym cokolwiek do tego dokładała. Jakiś głos w głowie mówił mi, że oszalałam, ale mimo wszystko dałam temu szansę. Efekt? Po miesiącu odpuściłam i do dziś w szafie znajdę jakieś komosy ryżowe, bezglutenowe płatki, walające się przepisy na smoothie z awokado (nie lubię i nigdy nie polubię). Cena: 70 zł/miesiąc

Próba numer 2 obejmowała plan zarówno dietetyczny, jak i treningowy, a człowieka, który to ogarnął, znalazłam na Instagramie. Aczkolwiek „plan treningowy” to określenie na wyrost, bo w tym przypadku otrzymałam kilka obrazków z ćwiczeniami i wiadomość, w której mniej więcej była rozpiska, czego ile powtarzać. Na zasadzie: „obrazek 1, zrób tak 15 razy i powtórz to kolejne 3 razy”. Tutaj było ogólnie spoko, ale te treningi były mega proste, nudne i do tego podejście na zasadzie: „NIE WOLNO NIC ZMIENIAĆ BEZ KONSULTACJI” (zmiany typu: nie chcę borówki, chcę truskawki) też nie zachęcało mnie do dalszej współpracy. Cena: 70 zł/miesiąc

Od początku tamtego roku obserwowałam też jedną trenerkę personalną na Instagramie, która wrzucała przemiany swoich podopiecznych – i to było coś. Wiedziałam, że tak chcę. Ale bolała mnie cena – 250 zł. Któregoś dnia powiedziałam sobie, że ok, dam szansę i spróbuję. Zostałam u niej na 3 miesiące. W końcu trafiłam na osobę, która profesjonalnie rozpisała mi treningi – co prawda połowy ćwiczeń totalnie nie znałam i musiałam wygooglować, co i jak, ale tego chciałam! Jakiegoś kopa do rozwoju, próby samodzielnego myślenia. Cotygodniowe raporty były motywacją, ale nadal wiedziałam mało i szybko odpuszczałam. Współpraca zakończyła się z dwóch powodów: po pierwsze nie dogadałyśmy się jako ludzie. No zwyczajnie tak wyszło, nie z każdym złapie się odpowiedni flow i taki kontakt po prostu męczy (nieco szerzej ten aspekt opisuję w przypiętej relacji na Instagramie). Po drugie: ja dopiero uczyłam się prawdziwego fit życia, nowych nawyków, innego myślenia. Więc wiem, że też to poniekąd zawaliłam.

trener personalny jaka cena

Ale dzięki temu trafiłam na trenera, któremu zaufałam w stu procentach. Kontakt na najwyższym poziomie – odpowiedź na raporty przychodzi praktycznie od razu, a nie po 4 dniach. Miałam poczucie ogromnego profesjonalizmu i kompetencji, do tego plan treningowy był rozpisany pode mnie, dokładnie tak, jak tego chciałam. Dostałam rozpiskę makro na cały dzień i mogłam sobie do woli układać jadłospisy. No kosmos, niektórzy trenerzy chyba nie mają pojęcia, że tak rzeczywiście się da. Zostawiam link, bo współpraca była dla mnie przyjemnością. Warto polecać kogoś, kto robi dobrą robotę. No i cena też jest świetna, bo 150 zł za kompleksową usługę to naprawdę nie jest duży koszt.

Sprawa jest świeżo zakończona głównie ze względu na mój obecny tryb życia.  Ostatnio dużo pracuję, przez co zdarzało się, że zwyczajnie mi się nie chciało odbębniać treningu. Wierzcie mi, jak zmęczenie psychiczne wjedzie za mocno, to jest się wrakiem człowieka. Wiem, że znajdą się osoby, które zaczną krzyczeć, że odpuszczam, że rezygnuję z diety i blablabla. Niech krzyczą. Ja wiem, po tak długim czasie, że dieta to nawyk żywieniowy, który zdążyłam sobie bardzo dobrze wyrobić. Jem nadal zgodnie z makro, trenuję z e-bookiem (napiszę o nim za jakiś czas), ale sama mam nad tym kontrolę. Uczę się na błędach. Potrzebowałam jednak mnóstwo czasu na to, żeby wynieść rzeczywiste wnioski – bez pomocy kogoś, kto ma w tym doświadczenie, dalej błądziłabym w ciemnościach. Teraz, choć nadal nie wiem wszystkiego, wiem więcej. W tym roku chcę stawiać na własny rozwój, dlatego rezygnacja z trenera na rzecz własnej obserwacji organizmu była moją drobną zmianą w tym kierunku. Choć pierwszą było samo podjęcie współpracy – inwestycja w siebie właśnie zaczyna się zwracać.

 

WIĘCEJ
WPISÓW

zostaw
komentarz!