fbpx

Gdy w hazardzie walutą jest uczucie

To taki rodzaj miłości, który plami duszę, sprawia, że błagasz, by się od niej wyzwolić, uciec od zaklęcia, pod którego wpływem się znajdujesz. Wciąż usiłuję się wyzwolić spod wpływu tej kobiety, jednak nigdy mi się nie udaje. Krąży w moich żyłach tak jak krew.

Znów trafiłam na dwie osoby, które całkowicie mają się ku sobie i za każdym razem, kiedy zdają się utknąć w swoich ramionach już na zawsze, coś staje na przeszkodzie. Coś, które w zasadzie zazwyczaj jest kimś. Kimś z wyboru, którego sami dokonują, bo dochodzą do niezmiennego wniosku, że nie mogą wiecznie na siebie czekać. Ale mimo to los splata ich drogi co jakiś czas, każąc zastanowić się, czy aby na pewno to dobra decyzja. Przypomina o dawnych uczuciach, pokazuje życie z perspektywy u boku kogoś, kto ma ich serce w garści i po kolei odsłania wszystko, co stracili przez błędy młodości.
Ci dwoje ciągle się mijają. Za każdym razem jedno z nich jest zaangażowane w jakiś związek. Zdaje się, że to odpowiedni moment dla racjonalnie myślącego człowieka, żeby odpuścić i pozwolić drugiej osobie być szczęśliwą kosztem siebie. Ale jeśli ona wcale nie wygląda na kogoś szczęśliwego? Jeśli cały czas wraca, wiedząc, że akurat tutaj znajdzie pomocną dłoń i wsparcie, którego nie może znaleźć u nikogo innego? Poza tym ktoś opętany przez miłość rzadko kiedy działa racjonalnie.
Żadne z nich nie daje za wygraną. Nigdy dotąd nie spotkałam się z takim zaangażowaniem, z jakim mężczyzna może walczyć o kobietę swojego życia. Przekonałam się, że jeśli naprawdę się kocha, to można wszystko. Bez wyjątków.
Historia Olivii i Caleba jest jedną z tych, które pozostaną ze mną na długo. Na pewno nie jest to typowy romans, cała akcja jest logicznie i zaskakująco ułożona, zapewniając emocjonalny rollercoaster, fabuła nie daje szansy na znudzenie się nią i przewidzenie czegokolwiek, bo autorka w każdym wersie książki ma asa w rękawie. Ten uczuciowy poker jest z nią nie do wygrania, bo odsłania swoje karty w najmniej spodziewanych momentach. Docierasz do pewnej przełomowej sceny, która zdaje się kończyć książkę? A więc to odpowiednia chwila do udowodnienia, że nic tak łatwo się nie kończy. Rzucamy karty na stół.
Można się jednocześnie zakochać i znienawidzić całą trylogię za to, że czyta się ją w tempie co najmniej ekspresowym i że po uchwyceniu ostatniego zdania nie jest się gotowym na pożegnanie. Chce się więcej. Życie traci sens, bo przez ostatnie trzy dni żyliście tą historią. Unosiliście się słynne trzy metry nad niebem tylko po to, żeby teraz z powrotem opaść na dno rzeczywistości i uświadomić sobie, że serio macie ochotę przeżyć to wszystko naprawdę. Na własnej skórze.
Od zawsze niepodważalnie wierzyłam w przeznaczenie. W los człowieka zapisany w gwiazdach, którego nie da się oszukać i który z reguły wszystko robi na złość. Ale wszystko prowadzi do czegoś, ciąg przyczynowo-skutkowy, w każdym okruchu bezsensu można dopatrzeć się więcej niż tylko bezużyteczności. Miłość to drugie takie zjawisko obok przeznaczenia, którego nie da się powstrzymać. Mimo błędów, złych decyzji i przykrych słów. Mimo moich win, Mimo twoich łez i Mimo naszych kłamstw. Mimo wszystko miłość zwycięża.

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.