fbpx
Osobiste

Efekt motyla – czyli róża kontra stokrotka

Na pewnej małej planecie, niewiele większej od zwykłego domu, mieszkała równie drobna postać. Postać, której imię niezmiennie kojarzy się z blond lokami, zielonym strojem i barankiem w skrzynce. Z rozbitym lotnikiem, podróżą po świecie i odkrywaniem kolejnych planet. Mały Książę jednak największy sentyment miał do tylko jednej z nich – swojej. Tej niewielkiej krainy, w której miał wszystko, czego potrzebował. Ale zacznijmy od początku.

            Mały Książę miał różę. Był to kwiat piękny, królowa wśród roślin niczym lew w swoim stadzie. Róża jednak, mimo swej urody, pozostawała kapryśna i miała wobec Księcia ogromne żądania. Zdarzało jej się być opryskliwą, kłamać, grać na jego uczuciach, żeby pozostać w centrum uwagi. Mały Książę kochał różę, ale nie potrafił unieść ciężaru tego uczucia, nie tym kosztem. Przykrywał ją kloszem, żeby nie zmarzła, dbał o nią, ale dla własnego dobra postanowił odejść.
 
            Na jednej z planet odkrył cały ogród z tysiącem kwiatów takich samych jak jego, który przecież miał być jedyny na świecie! Niewiele później Mały Książę poznał lisa. Jednego z wielu tysięcy, które mógł spotkać. Wytłumaczył mu, że dopiero oswojenie sprawi, że będzie się wyróżniał od pozostałych. Że to oswojenie, długie godziny spędzone razem, czas i poświęcenie, które mu da, sprawi, że prawdziwie go pozna. Że będzie na niego czekał, kochał go, a kiedy odejdzie, pożegnanie skończy się łzami. To samo tyczy się jego róży. To właśnie czyni ją jedyną na świecie.
 
            Życie przypomina trochę ogród botaniczny. Sami dobieramy kwiaty, z których będzie się składało, ale żeby dokonać trafnego wyboru, najpierw potrzebnych jest tysiąc złych decyzji. Trafiamy na rośliny pasożytnicze, pojawiają się chwasty, a niedobór uwagi sprawia, że ogród z każdym dniem powoli więdnie. Te kwiaty to ludzie. Każdy z nich wymaga uwagi, skupienia, poświęcenia wręcz gigantycznej ilości czasu, żeby je odpowiednio poznać. Oswoić. Dopiero takie poznanie pozwala na podjęcie właściwych decyzji. Choć poświęcony czas nie zawsze jest proporcjonalny do wartości tego, co otrzymujemy w zamian. „Człowiek naraża się na łzy, gdy raz pozwoli się oswoić”.
 
            Bardzo często, tak jak Mały Książę, wybieramy różę. Kwiat piękny, ale urodą dorównujący trudności w jej utrzymaniu. Darzymy ją uczuciem, nie otrzymując nic w zamian. Próbujemy na siłę przekonać samych siebie, że damy radę, nawet gdy sami przestajemy w to wierzyć. Przykrywamy ją kloszem, chroniąc przed zimnem, stawiamy parawany, by ustrzec przed zwierzęciem, a jedynym sposobem na odwdzięczenie się są kolejne kaprysy.
 
Czasem nasze wybory potrafią nas przerosnąć, ale nie chcemy się do tego przyznać. Wybieramy różę, bo jesteśmy tylko ludźmi, których ambicja sięga o skalę wyżej niż nasze możliwości – a nie dostrzegamy stokrotek. Bo skoro stać nas na więcej, to nie patrzymy pod nogi. Stokrotki rosną w końcu wszędzie. Każdy może je mieć. Możemy je zdeptać, skosić, pourywać płatki. Przecież odrosną nowe. Dopiero gdy róża ukłuje nas kolcem – nie za pierwszym razem, dopiero przy pięćdziesiątym – zdajemy sobie sprawę, że może warto coś zmienić. Że może, mimo tego, że prawdziwie kocham różę, bo jest dla mnie jedyna na świecie, tak naprawdę nie ja powinnam się nią zajmować. Może, przykrywając ją kloszem, nieuważnie odsuwam też siebie od pomysłu spróbowania zasiania w ogrodzie pozostałych rodzajów kwiatów?
 
Tak działa życie. Niektóre wybory wśród relacji można przyrównać do róży i stokrotki. Często nie jesteśmy gotowi albo nigdy gotowi na różę nie będziemy, bo może nie być nam pisana, ale i tak próbujemy. Co właściwie pozwala odnaleźć też plusy – bo jeśli nigdy nie spróbujemy poradzić sobie z tak trudnym kwiatem, nie podejmiemy żadnej próby jej poznania, będziemy tęsknić za czymś, czego nigdy nie mieliśmy. Mając stokrotki od zawsze, mogą się nam po ludzku znudzić, przez co wpadniemy w syndrom Emmy Bovary – nierealne marzenia zaczną określać nasze życie, a szczęście stanie się nieosiągalnym pragnieniem.
 
Zarówno róże, jak i stokrotki, muszą pojawić się w naszym botanicznym ogrodzie choćby na chwilę. W celu poznania samego siebie. Czasem potrzebnych może być sto piętnaście róż zanim zrozumiemy, że tak naprawdę trzeba czegoś innego. Może pojawić się też sto piętnaście stokrotek, które po drodze zostaną zdeptane, żeby dopiero na koniec docenić ich wartość. Nie myli się tylko ten, który nic nie robi.
 
Patrząc w nocne niebo, zdajemy się widzieć tylko gwiazdy. To, co widzimy, może nie do końca być zależne od nas. Ale to, JAK to widzimy, jest wyłącznie naszym wyborem. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jeśli widzisz tylko zepsute od wewnątrz róże, zadbaj o swój ogród, zaprowadź w nim porządek. Jeśli nie widzisz na niebie Wielkiego Wozu, zmień perspektywę patrzenia. A jeśli przerosła Cię pielęgnacja róży, spójrz pod nogi i poszukaj stokrotek. Bo tak to już z reguły jest, że zazwyczaj „najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *