fbpx
Społeczne

Dobrze mi.

Są dwie rzeczy w dzisiejszym świecie, których zrozumieć nie jestem w stanie: kłamstwo i ogólne spierdolenie umysłowe. I miłość do pomidorów. Ale może po kolei.
Czytam na bieżąco wszystko to, co się dzieje wokół, i własnym oczom nie wierzę. Ciągle sobie powtarzam, że w tych czasach to już nic mnie nie zaskoczy. A jednak każdy kolejny dzień sukcesywnie to podważa. Najpierw film o pedofilach w Kościele i wielka wrzawa medialna pt. Co teraz zrobi partia wiadomojaka? Coś, o czym się wiedziało od lat, a o czym nikt nigdy na głos nie mówił. Chwilę później kolejny film, a raczej zajawka – koncertowy pokaz możliwości dzisiejszej patologii społecznej. Jadę sobie autem, jakoś mi się nudzi, widzę rannego psa na drodze. Co robię? No przecież, że przejeżdżam mu po łapach, rycząc ze śmiechu „chujowo tak trochę, co? Chodzić już nie możesz, to masz teraz na łeb”. I rozjeżdżam mu głowę, bo tak przecież zrobiłby każdy inny normalny człowiek na moim miejscu. Po co wyjść z tego auta i zabrać zwierzę z jezdni? PRZECIEŻ ZA TO NIE BĘDZIE FEJMU. Lepiej wrzucić filmik na snapa, gdzie pokazuję iloraz swojej inteligencji i jeszcze mam czelność powiedzieć, że żałuję, że leżał tam tylko jeden. Wielkie brawa dla tego pana. Szkoda, że się z psem miejscami nie zamienił.
 
Za chwilę 10-latka nie wraca do domu, bo okazuje się, że człowiek, który znał ją i jej rodzinę, postanowił ją sobie zabić, wbijając nóż w gardło i porzucając w lesie. Matki zabijają swoje dzieci, tłumacząc to depresją poporodową, bo przecież kobiecie się przypomniało po 8 latach, że nie, ona jednak nie chce mieć dzieciaka. Zadźga go nożem i raz dwa, po sprawie. Co się z wami dzieje, ludzie? Gdzie są jakieś granice rozsądku, kręgosłup moralny, sumienie? Czy naprawdę każdego dnia trzeba będzie się modlić, żeby wrócić żywym do domu, bo Bóg to jeden wie, czy za drzewem nie stoi jakiś porąbany zboczeniec bez spodni? Robi mi się niedobrze na myśl o tym, w jakim świecie przyszło mi żyć. I tym gorzej, że patologia postępuje, zamiast się jakoś redukować.
 
Kłamstwa też nie trawię. Tak samo jak pomidorów. Święta w temacie nie jestem, bo zdarzyło się próbować, ale jednak nie moje klimaty. Nie umiem w kłamstwo. Dlatego bolą mnie sytuacje, w których słucham opowieści innych, jak przez pół roku mogą być okłamywani przez najbliższą osobę. Osobę, do której mieli stuprocentowe zaufanie, a ona za plecami partnerki wraca sobie do wspomnienia „lepszego niż dobry seksu na balkonie”. Z byłą. I tłumaczysz takiej, że to nie jest pierwszy raz, że to kolejny z rzędu i ma się zastanowić, czy warto się bawić w ten sposób. Mówisz „szanuj się i daj spokój”, ale ona nie dostrzega tego, że oboje zabawili się jej kosztem, mówiąc, że „hehe, ale byłaby beka, jakbyśmy się zakumplowały, a ona by nic nie wiedziała”. No beka w chuj.
 
I o ile na patologię wpływu nie mam, o tyle dobrze, że media o tym mówią. Im jest głośniej, tym bardziej ciemny lud dostrzega wartość życia. A kłamstwo? Nie chcę żadnych kłamstw. Dlatego dobrze mi, bo ja wybieram prawdę. Ta zupełnie naga jest najseksowniejsza. To ona sprawia, że mój związek funkcjonuje prawidłowo. Trochę jak potężna wichura, co łamiąc duże drzewa, trzciną zaledwie kołysze. Niech zmiecie wszystko. Jeśli coś po niej zostanie, to przynajmniej jasna będzie odpowiedź na pytanie, czy warto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *