fbpx
Marketing

Dlaczego nie warto robić reklam przez Instagrama?

Na wstępie: to nie hejt. To fakt. Tych reklam po prostu nie ma co tworzyć, jeśli posiada się jednocześnie fejsbukowego fanpage’a swojej strony i jej konto instagramowe, na którym chce się wygenerować jakieś lajki. No chyba, że lubicie wywalać pieniądze w błoto – to wtedy droga wolna.

Zaznaczę, że testowałam obie opcje: wybór jakiegoś instagramowego posta i reklama bezpośrednio przez IG (przez ten klik “Promuj”) oraz analogicznie reklama przez Facebook Business. Tak po prostu, żeby sprawdzić, czy cokolwiek się tutaj właściwie różni – w końcu oba socjale należą do jednej osoby. I, no niestety, różni się. I to tak, że fejsbuk wygrywa bezkonkurencyjnie. Tutaj przy dobrym targecie zdjęcia jedno serduszko może Was realnie kosztować nawet 3 grosze – na Instagramie zależy to od jego humoru, czy w ogóle jakieś się pojawi. Ale po kolei.

Możliwości targetowania

To chyba pierwsza rzecz, która boli na Instagramie. Możliwości wyboru grupy docelowej co prawda są, ale w porównaniu do Facebook Business totalnie okrojone. Pojawiają się zainteresowania. Fajnie, ale to trochę mało. Co z tego, że osoba zajmująca się sprzedażą mebli wybierze sobie jako target ludzi, którzy meblami akurat się interesują, jeśli są to osoby lubiące jej stronę tak czy siak? Przecież prawdopodobnie polajkują ten post nawet bez reklamy, bo przeleci im przez tablicę – a jeśli nie, to taka promocja magicznie nie sprawi, że to zrobią, widząc post po raz kolejny. Brakuje możliwości wykluczenia takich przypadków na IG. Za to Facebook Business to oferuje. Tak samo jak pozwala na tworzenie odbiorców podobnych do tych, którzy już coś tam na stronie zdziałali (Lookalike). Wejście na Instagrama po poznaniu mechanizmu fejsbukowych reklam jest trochę jak danie dziecku zabawki, takiego wypasionego pieska z gwizdkami, na które reaguje i podejmuje interakcje, a później zabranie mu go i wymiana na zwykłego, mainstreamowego pluszaka. 1:0 dla Facebook Business.

Jak nie wiesz o co chodzi, chodzi o pieniądze ¯\_(ツ)_/¯

Okej, mamy wybrany post na Instagramie i klikamy “Promuj”. Jedyne, co można zrobić samodzielnie, to wybór wspomnianych zainteresowań, dodanie przedziału wiekowego, który nas interesuje no i kraj albo miasto, jeśli reklama ma być lokalna. Potem IG prowadzi nas do ustalenia budżetu – kolejna skucha. Bo on, myśląc, że ułatwia zadanie, proponuje min. 6 zł na dzień (na jeden post!) ze zmienną w postaci ilości dni trwania i wysokości kwoty (o ile interesuje Was jeszcze wyższa, bo mnie nie). Facebook Business ma nieco lepsze rozwiązanie: pozwala na wybór np. 5 zł dziennie na kampanię, jednak różnica jest taka, że nie ma limitu reklam, czyli naszych postów, które chcemy pokazać światu. Zatem za tych 5 zł możemy wybrać konkretną grupę, wykluczając osoby, które nas nie interesują, i jeszcze reklamować 5 postów zamiast jednego. 

Funkcjonalność, a raczej jej brak

To kolejna rzecz okrojona do minimum na Instagramie. Facebook daje możliwość wyboru konkretnego celu kampanii, który uznamy za najlepszy dla danego typu reklam – wszystko zgodnie z zasadą lejka sprzedażowego. Tym samym możecie wziąć sobie jako cel np. “Konwersje” – dzięki temu, jeśli prowadzicie sklep e-commerce (internetowy), Facebook pomoże Wam wygenerować więcej zakupów. Można wybrać też cel “Ruch” – tutaj algorytm będzie działał w taki sposób, żeby pokazać reklamę jak największej ilości osób, które klikną w podany link. Wracając do Instagrama, tutaj czegoś takiego w ogóle nie ma. Jakiś czas temu, robiąc kampanię przez IG, można było “przenieść” ją na Facebook Business – oczywiście bez możliwości zmiany celu, tak dobrze to nie ma, ale chociaż można go było zweryfikować i był nim “Ruch”. Teraz w ogóle mi ich nie widzi, więc albo to jakaś aktualizacja, albo coś zepsułam – jedno z dwóch.

Tutaj jeszcze dodam, że jeśli chodzi o generowanie serduszek na Instagramie, najlepiej sprawdza się cel “Aktywność”. W końcu z jego założenia wynika, że chodzi o pokazanie reklamy takim osobom, które coś tam z naszym postem zrobią (polajkują, zaszerują, skomentują lub cokolwiek tam innego mogą) + jeszcze jedna rzecz: jeśli chcecie lajki KONKRETNIE na Instagramie, trzeba ręcznie przeklikać miejsce, w którym reklama ma się wyświetlać i zostawić sam IG. Oto przepis na serduszka.

Analiza na pół gwizdka

Znowu: Facebook ma wszystko, Instagram prawie nic. Podaje dosłownie kilka danych, na których ktoś robiący reklamę ma się wzorować, żeby robić je lepiej – ale no Facebook podaje ich o wiele więcej. Pozwala nawet na sprawdzenie, ile osób obejrzało 5, a ile 30 sekund danego filmiku, wylicza konkretnie, ile płacicie za jedno kliknięcie albo jeden zakup. Instagram w “Statystykach” podaje ilość wyświetleń reklamy, procentowy udział wg płci, wieku i lokalizacji, no i ilość odwiedzin oraz obserwujących. Co i tak uważam za minimalną ilość informacji, no bo jasne, da się przeanalizować skuteczność czegoś po tych kilku typach danych, ale no fajnie jest mieć ich trochę więcej, co nie? Ale niestety, Instagram jest tylko przyszywanym dzieckiem Zuckerberga i cały czas jest traktowany po macoszemu jak przystało na gorsze z rodzeństwa.

Co zatem zrobić, jeśli Instagram jest taki zły i niedobry? Próbować. W jednej branży to się sprawdzi, w innej nie – dlatego mimo wymienionych funkcji (lub ich braku) warto zobaczyć, czy może Ciebie magiczne algorytmy pokochają. Dla tych, którzy Facebook Business nie znają: idźcie i sprawdźcie, o co chodzi. Załóżcie nawet testową stronę, żeby zobaczyć, czy gra jest warta świeczki. Dla tych, co znają, ale nie lubią: czemu? Może i to nie jest Google Ads – powiedziałabym, że wygląda to bardziej na zasadzie spisanego zadania domowego tak, żeby facetka się nie skapnęła (bo nie od dziś wiadomo, że Mark zżynał z Googlowych adsów). Ale no nadal myślę, że Facebook Business jest wart wypróbowania. Na pewno bardziej niż Instagram.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *