fbpx
Społeczne

Chcesz przygarnąć zwierzaka? Lepiej NIE z Fundacji

Zawsze miałam wielkie serce. Tak samo zawsze byłam pyskata, bezpośrednia (łatwo pomylić z bezczelna) i zdarzało się, że słowa, które tylko sobie pomyślałam, moje usta postanowiły wypluć komuś w twarz. Ale nikt mi nie powie, że nie okazywałam zwierzakom miłości większej niż ludziom i że kiedykolwiek chciałam dla nich źle – bo każdą krzywdę przyjęłabym na siebie, żeby tylko czuły się bezpieczne.
Na początku miałam psa. Dużego, cudownego buldoga zmieszanego z jakimś innym gatunkiem w taki sposób, że powstała suczka, którą każdy kochał nad życie. Kiedy nadszedł jej czas, zabolało jak strata członka rodziny, którym przecież przez 8 lat była. Zabolała też nagła cisza w mieszkaniu, brak stukających o panele pazurów, nawet to puste i całe dla mnie łóżko, do niedawna wiecznie zajęte przez wielkiego klopsa. Dlatego podjęłam za całą rodzinę decyzję, żeby wprowadzić nowego zwierzaka. Do przyznania się, że wcale nie znalazłam psa na ulicy i że wszystko było dość szczegółowo zaplanowane z wyprzedzeniem, potrzebowałam jednego świdrującego spojrzenia mojej mamy. A całej rodzinie wystarczyło kilka chwil, żeby wiedzieć, że to nie była zła decyzja. Teraz w zdrowiu czy chorobie, cokolwiek by się nie działo, pies jest otaczany miłością każdego dnia. Jak wyjechałam na studia z chomikiem [*], to zamarzył mi się też królik – i teraz niezależnie od kosztów, które ponoszę przez jego chorobę, też niezależnie od syfu, który potrafi zrobić, wiem, że nie potrafiłabym jej oddać.
Pewnego razu znajoma znalazła w węglu cztery koty – małe pierdki przybłąkały się do niej na podwórko, całe czarne i brudne. Ale nie, nie wzięłam wszystkich czterech – tylko jednego, który szalał jak piętnaście dzikich koni. Jednak sytuacja zmusiła mnie, żeby go tymczasowo dać na przechowanie rodzicom – właściciel mieszkania, który nomen omen też miał nierówno pod sufitem, zgodził się na królika, ale nie chciał słyszeć miauczenia z pokoju. A teraz, mając normalne warunki, kot został ostatecznie w domu, „bo psu będzie smutno bez niego”. Mhm.
Przez moją miłość do czworonogów chciałam spróbować sił w wolontariacie – tak się stało, że trafiłam na fundację. Zaczęło się od tego, że jednego z kotów sobie przygarnęłam. Takiego, który od wejścia tulił się do mnie i wiedziałam, że chcę go mieć u siebie. I jest sobie u nas powiedzmy 2 tygodnie, a nagle pojawiają się pytania z fundacji: „czym karmisz kota? Co ile sprzątasz kuwetę? Jakiego żwirku używasz?”. Wstrzymuję oddech i liczę do pięciu, bo te pytania powinny paść przy odbiorze, i coś tam odpowiadam. Jednak gdy mówię o Whiskasie, dowiaduję się nagle, że to zło konieczne, przez które WSZYSTKIE koty umierają i dodatkowo jeszcze ŚLEPNĄ! Pada też stwierdzenie, że powinnam zamówić w Internecie takie fajne zupy dla kotów, bo to lepsze niż woda. Zupy. Dla kotów. To moment, w którym wiara mnie opuszcza, ale nadal gryzę się w język.
Problem pojawia się ponownie, jednak w innej wersji, kiedy chodzi o podpisanie umowy (co powinno być zrobione na początku, ale co ja tam wiem). Mam dostać zgodę na kota od właścicielki mieszkania. No to dzwonię, pytam – mówi, że nie ma problemu. Przekazuję informację fundacji – „potrzebujemy zdjęcie, żeby było na piśmie”. I tu również wstrzymuję oddech i zawracam głowę właścicielce, prosząc raz jeszcze, żeby podesłała w formie fotki. Przesyłam ją dalej – „okej, to niech Ci wyśle oryginał, wtedy podpiszemy umowę”. Ten moment, proszę państwa, to chwila, w której trafia mnie szlag. Mam robić z siebie debila, dzwoniąc 3 razy, bo nie da się przedstawić oczekiwań jasno z miejsca? Idąc dalej tym tropem, okazuje się, że jestem człowiekiem nieodpowiedzialnym, bo nie planuję zabezpieczyć balkonu na pierwszym piętrze jesienią, tylko dopiero latem, jeśli wystąpi taka potrzeba. A dzięki temu, że swoje myśli wyrażam wprost, nie opatrując ich tym razem niezbędną jak widać cenzurą, okazuje się, że jestem bezczelna i nie znam słowa „pokora”.
I, moi mili, problem nie polega na tym, że zabezpieczenia będą później czy że nakarmię kota Whiskasem – problem jest w tym, że jestem BEZCZELNA, a przecież tacy ludzie nie potrafią zająć się zwierzęciem. To nic, że fundacja jest zadłużona na ogromną sumę, że ma kotów tyle, że dachu im nie starcza – „nie umiesz ugryźć się w język, a opłaciłaś nam leczenie kota? To teraz go oddaj, bo nie da się z Tobą nic załatwić”.
O ile rozumiem, że może kotom dobrze zrobić lepsze żarcie, o tyle nie przyznam w życiu racji, że niezbędna jest im cholerna zupa i żywienie jedynie najwyższą półką. Ja sama staram się jeść jakoś sensownie i zdrowo, ale nie muszę chyba wrzucać w siebie codziennie kawioru, żeby normalnie funkcjonować – dlatego gadka o Whiskasie czy innych karmach, które akurat są łatwo dostępne, mnie osobiście nigdy nie przekona, jeśli dieta będzie wspomagana np. lepszą suchą karmą.
Dodatkowo byłam strasznie rozczarowana tym, że kot, którego dostałam, był chory i musiał być leczony, w całym pomieszczeniu, gdzie była trzymana reszta, śmierdziało okropnie, a w książeczce zamiast surowicy, którą faktycznie dostał, było wpisane lewe szczepienie. Brak mi słów na to, w jaki sposób zostało to wszystko załatwione – a zarzucanie mi, że trzeba mnie „poskromić”, tym bardziej przechyla się na szalę „w dupę sobie wsadź tą umowę” niż „załatwmy to po dobroci”. Cyrk, po prostu cyrk – bo przecież nieważne, że kot zyskał kochającą rodzinę i dach nad głową, jeśli nie pochylę pokornie głowy i nie powiem „tak, kochane, bądźcie moimi guru, bo ja nie miałam nigdy zwierzaka i nie wiem jak się nim zająć”. Śmieszna anegdotka: jedna z dziewczyn stworzyła nawet grupę na Messengerze na wspólne zamówienie z Internetu, żeby tylko mieć kontrolę nad tym, co zamówię ja.
Nie wiem, czy tak to wygląda w każdej działalności tego typu, ale podejściem tej konkretnej zostałam tak zrażona, że nawet wolontariatu mi się odechciało. Dlatego przykro mi, że ucierpią na tym niewinne istoty, ale teraz faktycznie będę egoistką – zajmę się swoimi zwierzętami, zamiast pomagać tym, którzy tej pomocy kompletnie nie chcą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *